Potrzebowałam jego odwagi, żeby znaleźć się w środku. I z chwilą, gdy przekroczyłam progi kawiarni Literackiej, żałowałam, że zrobiłam to tak późno. Bo wnętrze jest przepiękne. Bardzo dużo starych mebli i książki poustawiane na parapetach i przy kontuarze. Do tego coś, co zawsze dodaje lokalowi klimatu, czyli antresola, a na nią wiodące, wreszcie dla mnie dostępne, kręcone schody.
I chociaż wystrój należy do tych bardziej ciężkich, ciemnych i tradycyjnych, to mimo wszystko niezliczona ilość zakamarków i wygodnych sof jest wystarczająca i dodająca całości wypoczynkowego i relaksacyjnego charakteru.
Zresztą przyznam się Wam, że zawsze fascynowały mnie miejsca, gdzie panuje półmrok i nie wszystko jest dostępne moim oczom. Nie każdy kąt można dojrzeć i meble zlewają się w uspokajającym cieniu. W tym konkretnym przypadku dochodzą jeszcze cytaty poustawiane w ramkach na każdym stole.
Jeśli chodzi o menu, to zrobiliśmy szybki przegląd na dole, od razu zamówiliśmy i czekaliśmy około 5 minut na gorącą czekoladę i kawę latte. Zapłaciliśmy około 20 zł, czyli kawiarniany standard. Czekolada bardzo bogata w smaku, gęsta i niesamowicie słodka (oczywiście nie tak słodka, jak bywa tabliczka czekolady. Raczej słodko-gorzka). Kawa natomiast w smaku bez większych zaskoków i bez większych rozczarowań. I chociaż tego wieczora nie trafiłam w swój własny gust (jak to bywa, zamówiłam jedno, a ochotę miałam na drugie), to i tak siedziało mi się tam bardzo przyjemnie. Jakby w zupełnie innym świecie, ukrytym za ogromnymi, skrzypiącymi drzwiami. Bezcenne.