
.jpg)
W dzisiejszej odsłonie całkiem słonecznego, aczkolwiek lekko mokrego dnia padło na kawę wprost z Kafe Delfin, gdzie już jakiś czas temu gościłam. Dokładnie był to luty (kawę trzymałam w rękawiczkach, a tłem był śnieg), także warto było zobaczyć czy od tamtego czasu coś się zmieniło (wiecie jak to jest z lokalami... raz jest dobrze, innym razem źle, a jeszcze innym razem średnio na jeża...).
Okazało się, że środek ponownie wypełniony ludźmi, czyli dobra passa nadal trwa. Niestety z tego powodu właśnie usłyszałam od miłej pani baristki, że na kawę muszę poczekać około 10 minut. Jak na kawę na wynos, która z założenia jest na szybko, delikatnie się zmartwiłam. Ale nich tam! Super pogoda, lekko zmoczony ogródek i przyjemne towarzystwo męża wpłynęło na mój pogodny nastrój i nawet czekanie nie zapowiadało jakiegokolwiek jego pogorszenia.
Poprosiłam o cukier (ponownie nie był on dostępny dla odwiedzających), zapłaciłam 8 złotych i radośnie udałam się, z ciepłym kubeczkiem w dłoni, na podbój Parku Oliwskiego. Kremowa kawa latte, mimo tego, że systemowa (MKCaffe), całkowicie zaspokoiła potrzebę pt. "wypicie dobrej kawy". Delikatna, nie za gorąca, z lekką nutką goryczy (poprosiłam o tylko jedno espresso, więc dostałam słabszą dawkę kofeiny i kawowego smaku), w (niestety!) neutralnym kubku. Byłam szczęśliwa i wypełniona kawą, wśród zieleni parku... na ten moment IDEALNIE!
ps. dodaję dwie parkowe fotki, a co :)
KAFE DELFIN, UL. OPATA JACKA RYBIŃSKIEGO 17, OLIWA