Zamówiliśmy dwie kawy, herbatę i czekoladę. Niestety mój cudowny mąż, którego milion razy prosiłam, żeby takie rzeczy zapamiętywał, nie jest w stanie powiedzieć mi ile zapłaciliśmy. To, co wiem na pewno, to fakt, że nie przeraziły mnie ceny, ani nie zwaliły z nóg z powodu swojego niskiego poziomu. Zakładam absolutnie normalne, wyśrednione stawki.
sobota, 29 grudnia 2012
Cafe ... Kultura
czwartek, 27 grudnia 2012
Casino Diner
Tak czy inaczej, o wystroju już pisałam: "Lokal stylizowany jest na amerykański bar, jaki na pewno widzieliście w jakimś serialu. Gdyby kelnerki miały fartuszki i czepki, a za uchem ołówek i chodziły z dzbankiem kawy, to już zupełnie nie wiedzielibyście czy to jeszcze Gdańsk, czy już Nowy Jork. Czerwony, przyjemny odcień i bardzo wygodne, miękkie siedziska. Przejrzyste menu, karta drinków i win, Lifestyle BBC". W tym względzie nic się nie zmieniło. Zresztą nikt zmian nie chce. Dobrze jest, jak jest.
Powiem Wam w tajemnicy, że jak zobaczyłam jego śniadanie, to od razu pożałowałam mojego zamówienia. Nie dlatego, że naleśniczki były złe, wręcz przeciwnie! Ale te jajka, te kiełbaski i te tosty! A bekon? No pycha! Oj, niezadowolony był, jak mój widelec wędrował na jego talerz. Ale ja nie mogłam się powstrzymać. Tak apetycznego śniadanka, to ja dawno nie widziałam. Niestety naleśniczki na tym ucierpiały, bo były słodkie, a jego śniadanie zupełnie zmieniło moje smakowe potrzeby. Poza tym okazuje się, że nie jestem fanką syropu klonowego, za to na pewno bekonu! Casino Diner, będę znowu i chcę bekon!
Ah i jeszcze dodam coś niecoś o napojach. Otóż kawa podana z pysznymi ciasteczkami, najprawdopodobniej roboty własnej. Smak samej kawy oceniony przez niego na względnie ok, ale wiemy, że nie można mieć wszystkiego. Za to herbata pachniała cudownie, gorzej było ze smakiem. Broniła się bardzo przyjemnym podaniem, w dzbanko-kubku. Ale nie obwiniajcie Casino Diner za złą herbatę, ja po prostu nie rozróżniam za bardzo smaku czarnej herbaty. Dla mnie wszystkie one smakują raczej tak samo. Także głowa do góry i powtórzę jeszcze raz: chcę bekon!
środa, 26 grudnia 2012
Julka Cafe
Po około 10 minutach zamówienie pojawiło się na stole. Wyglądało tak, jak wyglądać powinno, bez zbędnego udziwniania. Zresztą po smaku również odniosłam wrażenie, że piję coś, do czego nie są dodane żadne ulepszacze, tylko naturalny smak tego wszystkiego, co zamówiliśmy. W dzisiejszym świecie to bardzo cenne doświadczenie. Oni byli zadowoleni. Zresztą koktajl zniknął w 10 sekund. To wiele mówi. Sok był absolutnie fenomenalny. Pachniał szarlotką i był kwaśny. Nie piłam jeszcze czegoś tak dobrego na ciepło. Straciła na tym herbata, bo nie była w stanie go przebić. Nie dał jej szans niestety. Ale, że również nie była zła, to chciałam wypić wszystko i naraz. Nie było to rozsądne, zwłaszcza po świątecznym obżarstwie. Jednak czego się nie robi dla dobrego smaku. Wszystko, łącznie z ryzykiem puszczania napoju nosem. Oj!
Polecam. Dajcie znać, czy mam rację!
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Wesołych Świąt!
Recenzować Wigilii nie zamierzam, bo nie lubię, gdy ktoś mnie krytykuje :) Poza tym on i tak zje dzisiaj wszystko, bez względu na smak, taki to już jest wigilijny klimat. Dzisiaj chciałabym przede wszystkim złożyć Wam radosne i serdeczne życzenia, zdrowych, pogodnych, ciepłych, rodzinnych Świąt. Dużo spokoju, wyśmienitych dań, doprawionych potraw, idealnie skomponowanych deserów, magicznej atmosfery i urokliwego wystroju!
Wesołych Świąt!
obrazek pochodzi ze strony http://abstract.desktopnexus.com
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Imbir
No dobrze, ale zacznijmy od początku. Otwierasz rewelacyjne drzwi i oczom twoim ukazuje się kotara na półkolu. Kotara! Jak w starym kinie! Potem dużo mebli, starych i starszych, ręcznie wykonane obrusy, regał z książkami, cegły, drewno, koronka, świeczniki, klimatyczne lampy. Oj, ile tam tego było! Największy plus za to, że wystrój nie jest wymuszony, nie jest to sztucznie stworzona przestrzeń, tylko efekt przemyślanego projektu i swobodnego dopasowania. Starannie dobrane elementy, które mimo wszystko nie narzucają się, a tylko dopełniają klimatu. Zdecydowanie dodaje to punktów do rubryki "wiarygodność". Jednym słowem (nie oszukujmy się, nie poprzestanę na jednym!) miejsce, gdzie można przez kilkanaście minut studiować każdy kawałek przestrzeni i po godzinie dalej być zaskoczonym. Zaraz się przekonamy, czy właściciele skupili się tylko na klimacie, czy jeszcze postanowili dopracować kuchnię.
Porcja placków ogromna! Kalafior z czosnkiem (zamówiony dodatkowo) bardzo interesujący. Dodałabym tylko więcej śmietany do placków. W smaku bardzo dobre. Barszczyk smakował. Jedyne zastrzeżenie, jakie się pojawiło to zbyt posolone pierogi. Jemu to przeszkadzało, ona była zachwycona, ale powszechnie wiadomo, że ona jest uzależniona od soli (posoliła placki!). Serwująca nam dania pani była zainteresowana naszą opinią, wyrażała swoje obawy i nadzieje ( :) ) i reagowała na wątpliwości. Porcje na prawdę duże i odpowiednio wycenione. Brakuje mi jeszcze śniadań, ale dajmy im szanse na rozwój.
Polecam, a jak już wejdziecie usiądźcie na parapecie.
środa, 5 grudnia 2012
Costa
Podsumowując mamy sieciówkę i pewien standardowy produkt, który jest na wysokim poziomie (wybór ciast bardzo ciekawy i na pewno się na jakieś skuszę), to, co spada o poziom (oby jeden!) niżej, to obsługa, która już nie jest taka sama wszędzie. Polecam, aby Coffee Heaven z Madisona, po godzinach, szło do Costy i przekazało jej wiedzę dotyczącą obsługi klienta. Wtedy sukces murowany!
A ona i on? Zadowoleni i tak, bo mało im trzeba, z uchachaną (albo uhahaną) buzią i ciepłymi rączkami udali się na spacer...
wtorek, 4 grudnia 2012
Gamberorosso
Zamówiliśmy pizze, jak zawsze. Do tego pyszna woda i elegancka włoska herbata, podana na odrobinkę nieskompletowanym zestawie, ale nie miało to wpływu na smak. Pizza jest absolutnie pyszna i nie wiem, czy aby nie najlepsza w Trójmieście (nie wiem, bo wszystkich nie jadłam, ale znam tendencję). Jak się nazywa ta kuźnia smaku? Gamberorosso. Delikatny smak, odpowiednia kruchość spodu, pyszny, intensywny sos i bardzo dobre dodatki. Szkoda, że dodawanie sosu czosnkowego to profanacja, bo dla mnie byłoby wtedy idealnie, chociaż on mówi: "wreszcie jesz pizze tak, jak trzeba!".
Na rachunku były: dwie pizze, duża woda i herbata. Total: około 70 złotych. Smaczne! Polecam!
Ah, ah! na koniec dodam, że przepiękne świeże goździki stały na stolikach!
Ah, ah! na koniec dodam, że przepiękne świeże goździki stały na stolikach!
sobota, 24 listopada 2012
Flemming Cafe
Absolutna rewelacja, którą gorąco polecam!
niedziela, 18 listopada 2012
Dwadzieścia Cztery Dania
Spotkaliśmy te same panie, które ostatnio dostarczyły nam odrobinę kalorii na talerzu. Wnętrze lokalu pozostało takie samo (zaskoczeni?), jedyne co się zmieniło, to zdecydowanie mniej światła. Przyjemna aura na siedzenie przy kawie lub herbacie, niewygodne rozwiązanie na siedzenie przy obiedzie (zdjęcia, które tym razem zrobiłam, musiałam znacznie rozjaśnić, żebyście mogli zobaczyć jak wyglądało nasze jedzonko). Zamówiliśmy (sprawnie i szybko, póki co) i rozpoczęło się oczekiwanie. Czekaliśmy... czekaliśmy... czekaliśmy... po chwili podeszła pani, aby jeszcze raz zapytać o zamówienie, bo zagubiło się gdzieś tam w czeluściach elektroniki. I potem znowu czekaliśmy... czekaliśmy... czekaliśmy... cztery osoby zdążyły wejść, zamówić i dostać jedzenie przed nami. A my? Czekaliśmy... czekaliśmy... czekaliśmy... po 40 minutach posiłek wjechał na stół. Szkoda, że razem z nim nie pojawiło się żadne "przepraszam". No ale w zasadzie 3D (którą wszystkim nam przyszło wdrożyć w życie) jest tylko "dzień dobry", "dziękuję" i "do widzenia", "przepraszam" jest widocznie wersją z upgradem, dodatkowo płatną.
- mięso, użyte do zrobienia jednego z dań, było niskiej jakości- praktycznie sam tłuszcz. Gdy zamawiane są żeberka, jakość mięsa jest kluczowa
- drugie danie składało się z łososia, pieczonych ziemniaków i grillowanych warzyw. Szkoda, że z pomidorów zapomniano usunąć niejadalne elementy, które o mały włos byłyby zmuszone, aby stać się jadalnymi (przynajmniej na pozór). Dobrze, że sprawdziłam!
Na koniec padło pytanie: "Czy wracamy tam trzeci raz?". Padła też odpowiedź: "Nie!".
Jeszcze tylko jedna mała refleksja na koniec: to jedzenie byłoby nawet do przyjęcia, bo nie powiem, że było niedobre. Jedyne, co trzeba by zrobić, to obniżyć ceny, przynajmniej o połowę. Wtedy dostałabym odpowiednie dane, do odpowiedniej ceny.
środa, 14 listopada 2012
Kebab Express
Zacznijmy od tego, że nazwa Kebab Express jest nazwą nadaną zdecydowanie na wyrost. Osobiście zaproponowałabym Kebab Zupełnie Nie Express. Chociaż przede mną stała jedna osoba, to i tak na złożenie zamówienia czekałam około 10 minut. Kolejne 10 minut czekałam na zrealizowanie tegoż zamówienia. 20 minut na zawinięte mięso i warzywa w placek... Zapłaciłam 11 złotych za średnio ciepły produkt, który nie był dobrze zwinięty. Pierwszy raz do kebaba w naleśniku dostałam widelec... myślałam, że są one zarezerwowane dla bułek, których zwinąć się nie da. Cóż za niespodzianka!
Ale myślę, że autor tego projektu, nazwanego kebabem, wiedział co robi, ponieważ napchane tam było tyle sałatek, że nie dało się go spokojnie zjeść. Sosu nie czuć było wcale (nie było go również widać, chociaż uwierzcie mi, że przyglądałam się dobrze, bo część mojego posiłku wylądowała na moich ciuchach. Nie winię go, gdzieś się podziać musiał), mięso w niewielkiej ilości, do tego niedogotowane i niedopieczone. Ałć!
Zdecydowanie nie polecam. Następnym razem, gdy będziecie chcieli kupić całą masę wszystkiego za mniejsze pieniądze, to po prostu weźcie kanapkę.
wtorek, 13 listopada 2012
Tawerna Nadmorska
W każdym razie wybrałam miętę, odpowiednio gorącą wodę, dostałam dwie saszetki cukru i grzeczny "small talk" z panią za kontuarem. Zapłaciłam 4,90, ponarzekałam na zimno i brak słońca, oparzyłam palce o niezbyt dobrze przystosowane do wrzątku (nawet mimo podwójnej osłony, o święta marnotrawności!) kubki, wygięłam od tegoż wrzątku mieszalnik i wyszłam wdychać jod. Bezcenne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)