Na kelnerkę czekaliśmy około 5 minut. Nie była zbyt uśmiechnięta, ale podała eleganckie karty dań i przedstawiła dania dnia. Zresztą na nich się skończyło, więc na stół, za około 15 minut wjechały dwa dania z kaczki w sosie pomarańczowym, kapuśniak, napoje i gorąca czekolada. Do tego, żeby czekanie na jedzenie (bardzo krótko) nie było zbyt uciążliwe, kelner (obsługiwały nas dwie osoby, aby było jeszcze szybciej. Idealnie!) przyniósł czekadełko, czyli zbożowe trójkąty (jak kawałki pizzy) i sos czosnkowy oraz pomidorowy. Bardzo smaczne, a do tego darmowe. Dokładnie tak powinno być w każdej restauracji! Nie wydaje mi się, aby był to ogromny wydatek dla jadłodalni, a robi na prawdę ogromne pozytywne wrażenie.
Kilka razy kelnerka pytała się czy czegoś nam jeszcze potrzeba, na koniec zaproponowała kawę. Wszystko sprawnie, miło i profesjonalnie. Przy takiej obsłudze nawet brak uśmiechu nie jest jakoś specjalnie straszny.
Ciekawa byłam ceny (jak już pisałam, nie dane mi było przejrzeć karty, bo wybraliśmy głównie to, co polecała obsługa), bo samo jedzenie, sposób podania i cała otoczka dawały znaki, że całkiem sporo zapłacimy. Na szczęście okazało się, że nie jest tak źle, co było kolejnym pozytywnym aspektem i przyjemnym zaskoczeniem. Za nasycenie kulinarne trzech osób zapłaciliśmy 107 złotych.
Zdecydowanie tam wrócę i będę rozkoszować się resztkami lata!