Tym razem wizyta miała charakter babski, więc konieczne było miejsce przystosowane na plotki i ploteczki. Troszeczkę zabrakło przytulnego zestawu wypoczynkowego (krzesełek i stoliczka), ale wybrałyśmy to, co było (zresztą bardzo wygodne, tylko odrobinkę niskie) i zamówiłyśmy dwie gorące czekolady (dla wzbogacenia smaku zamówiłyśmy też orzeszki solone... nie pytajcie...) w związku z czym około 17 złotych wyfrunęło z portfela.
Zresztą cały lokal sprawiał bardzo przyjemne wrażenie. Klientela mile witana i żegnana przez pana za barem, sprawiająca wrażenie stałych bywalców. Wniosek? Nie boją się wracać, a powiedziałabym wręcz, że chcą, bo nie wyglądali na przymuszonych. Do tego każda jedna osoba, z którą dane mi było dzielić te kilka chwil, wyglądała na absolutnie rozluźnioną, nie udająca niczego i nikogo. Kolejny wniosek? Miejsce, w którym można być sobą, bez zbędnego napuszenia. To zawsze jest cenne.
Dodałabym odrobinę więcej stolików, może wymyśliła delikatne oddzielenie jednego od drugiego. Bo chociaż nie jest to lokal, w którym można nadrabiać zaległości w codziennych, przyjaciółkowych plotkach (do tego najlepsze są oddalone od ludzi lasy kasztanowe), to na pewno zawitam tam ponownie na leniwy chill out.
Polecam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz